Nie trzeba przychodzić na terapię „gotowym". Nie trzeba wiedzieć, od czego zacząć. Czasem wystarczy poczucie, że „coś jest nie tak".
Wiele osób odkłada decyzję o terapii, bo ma wrażenie, że najpierw powinna wszystko poukładać, nazwać, zrozumieć. „Jak już będę wiedzieć, co mi jest, to wtedy pójdę." „Najpierw muszę się ogarnąć." A ja w takich momentach często myślę — właśnie po to jest terapia.
„Nie wiem, co powiedzieć"
To jedno z najczęstszych zdań na pierwszych spotkaniach. I to jest w porządku. Nie trzeba mieć przygotowanej historii. Nie trzeba zaczynać „od początku życia". Nie trzeba mówić w określony sposób.
Czasami zaczynamy od bardzo prostych rzeczy: „nie wiem, od czego zacząć", „jest mi jakoś ciężko", „czuję napięcie, ale nie umiem tego nazwać". I to już jest wystarczające.
Gotowość wygląda inaczej, niż myślimy
Często „gotowość" kojarzy się z pewnością, z decyzją, z jasnością. A w rzeczywistości częściej wygląda jak wątpliwość, niepokój, wewnętrzne „coś mnie tu zatrzymuje, ale coś też pcha do przodu".
Przychodzą osoby, które mówią: „Nie jestem pewna, czy to ma sens." „Trochę się boję." „Nie wiem, czy dam radę o tym mówić." I to jest bardzo prawdziwe miejsce na początek.
Terapia to wyjście ze strefy komfortu
Nie będę tego idealizować — terapia to często wyjście poza to, co znane. To momenty zatrzymania, kiedy do tej pory się działało. To przyglądanie się emocjom, które wcześniej były omijane. To mówienie rzeczy, które długo były niewypowiedziane.
To wymaga odwagi. Nie spektakularnej. Czasami bardzo cichej. Takiej, która mówi: „Sprawdzę." „Zobaczę, co się wydarzy." „Daję sobie szansę."
Mały krok, duże znaczenie
Pamiętam pacjentkę, która na pierwszym spotkaniu powiedziała: „Ja nie wiem, czy ja chcę tu być. Ale wiem, że nie chcę już być tam, gdzie jestem."
To było jej „sprawdzam". Nie było w tym pewności. Była gotowość na spróbowanie. I to wystarczyło, żeby zacząć.
Nie musisz wiedzieć wszystkiego
Nie musisz mieć jasno określonego celu, wiedzieć ile to potrwa, rozumieć wszystkich swoich emocji, być „silniejszy/silniejsza" niż jesteś teraz. Możesz przyjść dokładnie taki/taka, jaki/jaka jesteś. Z tym, co jest.
Co naprawdę jest potrzebne?
Z mojego doświadczenia wynika, że na początku wystarczy bardzo niewiele:
- odrobina ciekawości wobec siebie,
- zgoda na to, że nie wszystko jest jasne,
- gotowość, żeby przyjść i być.
Reszta wydarza się w procesie.
Może gotowość to nie pewność
Może gotowość to nie moment, w którym wszystko jest poukładane. Może to moment, w którym — mimo wątpliwości — decydujesz się sprawdzić.
I to już jest bardzo dużo.